|
Debiut literacki
|
|
Wpisany przez black writer
|
|
poniedziałek, 24 sierpnia 2009 06:44 |
Pociąg spóźniony o 20 lat
- Czy będziemy mieli opóźnienie? – Zapytałem konduktora, który przepychał się zatłoczonym korytarzem pociągu relacji Poznań – Terespol.
- Nie. To znaczy tak, ale to jest zaplanowane opóźnienie – odparł zdziwiony, że pasażerowie chcieliby zdążyć na przesiadkę.
No tak, czemu ja się jeszcze dziwię. Opóźnienie zaplanowane nie jest opóźnieniem. Właściwie wyszło na to, że z tym pytaniem do konduktora, to był mały wygłup. Wystarczyło spojrzeć na stan wagonu, który wskazywał na opóźnienie przynajmniej dwudziestoletnie. Pół godziny przy tym wydawać się może niepotrzebnym zawracaniem głowy.
- No ale w Internecie nie było nic o opóźnieniu – drążyłem.
- To chyba ma pan inny Internet.
Brzmi logicznie. Zresztą trudno doszukiwać się logiki, gdy człowiekowi przypomina się od czego ma żołądek. Gdybym wiedział o planowanym opóźnieniu, zaplanowałbym kupno jakiegoś prowiantu na drogę. Może nawet u pani w kasie. Przez piętnaście minut spędzonych przy okienku zdążyłem się dowiedzieć, co żuła kasjerka próbując ustalić, na jaki to cholerny pociąg chcę kupić bilet:
- Gdzie pan chce jechać? Na Śląsk? – zapytała.
- Nie, pytam czy kiełbasa śląska?
O tym, że czas to pojęcie względne, dotarło do mnie dopiero dzięki PKP. Jeżeli tylko można mierzyć czas innym zegarkiem, to podejrzewam, że PKP taki zegarek ma. Z tej podróży wyniosłem kilka nauczek. Trzeba mieć mocne nerwy i pęcherz, albo zapasową klamkę do WC – na wypadek gdyby brakowało ich w wychodkach pociągu. Ja klamki nie miałem.
black writer
Nowsze artykuły z tej kategorii:
|